RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘…but I die hard’

zamieszanie i zmęczenie

22 sty

Permanentne uczucie uprawiania sztuki dla sztuki. Nie bezsensu, bo tak tego nazwać nie mogę.  Tylko takie to ulotne, a dookoła pełno sępów, które tylko czekają aż ci się noga powinie i oni to wykorzystają. Wiem, że jakbym była bardziej uporządkowana i systematyczna, miałabym mniej gaszenia pożarów, a więcej działań bazujących na wcześniejszych czynnościach. Coraz częściej łapię się na tym, że myślę o zmianach. Wkurza mnie to, bo wcale tego nie chciałam. Pozwoliłam sobie uwierzyć, że mam moją mała stabilizację. Spokój, czyste myśli, poczucie bezpieczeństwa i trwałości. Jest inaczej. Czasem łapię się na tym, że gdy zbyt długo się czuję spokojna, to zapalają mi się lampki ostrzegawcze i sama szukam czegoś, co potwierdzi mój niepokój. Strasznie to chore. Może jednak zdrowe? Może jednak to prawda, że relacje między kobietą a mężczyzną to ciągła wojna? I wszystkie chwyty dozwolone? I każdy kłamie? Niestety, ale mam coraz większą pewność, że największym błędem jaki możemy popełnić w związku to zaniechanie. Mamy problem? Może jak nie będziemy o tym rozmawiać, a wiadomo – jest to rozmowa nieprzyjemna, kończąca się często kłótnią i wzajemnym obwinianiem, to problem rozwiąże się sam. Jeszcze gorsze jest omawianie tego z osobą trzecią. Zanim spróbuje się w tą właściwą, oczywiście. Nasz związek rodził się w bólach. Niemych bólach. Bałam się rozmawiać, mówić o tym co mnie męczy, zaproponować coś czy o coś poprosić. Później okazało się, że bezpodstawnie. Teraz nie chcę już rozmawiać o tym co mnie męczy, bo  i tak usłyszę kłamstwo. Dlatego ograniczam się do sarkastycznych podtekstów, które mam nadzieję, w końcu doprowadzą do rozmowy, a może do kłótni. A może do zniszczenia wszechświata. Czasem też jest mi tak strasznie żal,  że serce mnie boli i tylko całą moją siłą woli powstrzymuję się, żeby nie odwalić jakiejś poniżającej, żałosnej sceny. Mamy za sobą płacz, prośby, groźby, ultimatum, racjonalizm i ciosy poniżej pasa. W końcu przecież to wojna, a ja chyba jednak z bardziej z Marsa niż z Wenus jestem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ...but I die hard

 

The world is changed. My world.

15 lis

Wróciliśmy z Nepalu 12 listopada. Nadal budzę się przed 6 rano, a marzę o pójściu spać tak około 20:00. Próbowałam się przetrzymać, ale i tak budzę się przed 6:00, więc po co się męczyć. Ponieważ wróciłam do tego cyrku, który oczekiwał na mnie w stanie nienaruszonym, postanowiłam, że to ja muszę coś z tym zrobić. Tym bardziej, że w głowie zaczynają mi się tworzyć jakieś niepokojąco depresyjne stany. Zwłaszcza wieczorem, gdy leżę sobie w łóżku i nad ranem, o niepokojącej porze. Nienawidzę, gdy między 3:00 a 4:00 oczy otwierają mi się przytomnie jakby była 11:00 i w głowie pojawiają się myśli. Złe myśli. Czuję się jak skopany pies, który nie ma dokąd pójść. Nie chcę się tak czuć, bo przerabiałam to już. Dziś, gdy mój wewnętrzny budzik powiedział mi o 5:10, że już jest dzień, chociaż za oknem ciemnica, pomyślałam sobie, że zamiast poddawać się złym myślom i umacniać w sobie przekonanie, że faktycznie jest tak źle jak się czuję, może muszę zrobić coś, czego nigdy nie robię.

 Muszę zrobić sobie postanowienia. Zapisać je i trzymać się takiego planu. Realizować go krok po kroku. Przynajmniej starać się. Bo jestem wściekła, a to uczucie można wykorzystać jako siłę napędową. Poza tym, że jestem wściekła, to jestem coraz dalej. A to mnie smuci. Smutek + wściekłość to mieszanka wyczerpująca. Chętnie zamienię je na obojętność.

 
 

I’m fine.

04 paź

Właśnie wróciłam. Wczoraj. Czekam, aż mój mózg, a raczej to co z niego zostało, też wróci. Spałam z 15 godzin i mogłabym więcej, ale mam dużo zajęć. Mam tak dużo zajęć, że marnuję czas. Jak czas się skurczy, to dostanę spręża i zacznę to ogarniać. Wspaniały pobyt wśród spotykanych raz w roku ludzi oraz spotkanych pierwszy raz w życiu daje piękne pole do sarkazmu i dystansu do siebie. Nawet udało mi się zapomnieć, że … właściwie że co? że się oszukuję próbując przejść do porządku dziennego nad tym wszystkim? że nie potrafię tego zbagatelizować, wsadzić do pudełka i zamknąć w szafie na strychu? że jestem tak pamiętliwą osobą, że nie panuję nad tym co gadam, zwłaszcza gdy gadam co myślę? że nie potrafię, a może nie chcę? że jestem permanentnie wkurwiona od maja i w zasadzie mi to nie przeszkadza? Przeraża mnie wizja kolejnego początku bo wymaga za dużo energii. Samo wykrzesanie tej energii wymaga za dużo energii. Czuję się bezdomna. Przygnębia mnie smutek czający się tak bardzo płytko po powiekami, że gdy tylko pozwolę myślom dryfować, skrada się niepostrzeżenie i nagle jest wszędzie. Psuje mi dobre chwile. Jest tak wszechogarniający, że nawet w górach – miejscu, w którym jestem szczęśliwa, nawet jak jestem nieszczęśliwa – potrafi mi zepsuć najlepsze chwile. 

But…. I’m fine.

ponieważ

 I’m a Supergirl and Supergirls don’t cry………

Then she’d shout down the line, tell me she’s got no more time
Cause she’s a Supergirl and Supergirls don’t hide.
And then she’d scream in my face, tell me to leave, leave this place
Cause she’s a Supergirl and Supergirls just fly.

Reamonn 

 

nie mam się

18 wrz

Po zalogowaniu się na kokpicie bloga wyskakuje pytanie „Jak się masz, MałaMi?” Nie mam się wcale, a chciałałabym być kickboxerem. Wtedy przynajmniej mogłabym wyładować swoją niemoc na worku treningowym. I kopać, uderzać, wrzeszczeć.
Bo udawanie, że nic się nie dzieje jakoś mi nie wychodzi.

 
 

  • RSS
  • Facebook