RSS
 

Notki z tagiem ‘ból’

źle.źle.wszystko źle

19 maj

znalazłam to w szkicach i mnie przeraziło

 

Nie mam już nic i nie mam nikogo. Czuję, że w przyśpieszonym tempie umieram. Boli mnie wszystko w środku. Czuję się jakby mój mózg zmieniał się w rozedrganą papkę. Boli. Nie wiem czy mózg boli, ale mnie boli coś w czaszce. Zwłaszcza kiedy się już uspokoję. Gdy mgła przesłaniająca moją racjonalność opada, mój mózg zaczyna pulsować. I boli. Dałam się wmanewrować w jakiś chory wyścig o względy. Być lepszą, zaradniejszą, bardziej przedsiębiorczą i w ogóle świetną we wszystkim. Po co? Żeby zasłużyć. Tylko dlaczego im bardziej się staram tym bardziej czuję, że jestem gorsza. Dałam sobie wpoić poczucie, że jestem gorsza. Frustruje mnie to i zabiera chęć do robienia rzeczy, które zawsze sprawiały mi satysfakcję i dawały radość. Chcę umrzeć. Nawet ewentualne koszmary trwające całą wieczność mnie nie odstraszają. Tak jak kiedyś bałam się, że umrę i nie zdążę zrobić wszystkich rzeczy, o których marzę i zobaczyć chociaż części miejsc, które pragnę zobaczyć, tak teraz jest mi to już obojętne. Wplątałam się w wyścig szczurów o względy, chcę z niego wyjść. Nie mogę dłużej się ścigać, bo nagroda nie istnieje. Na końcu jest zniszczenie. Na końcu jest chaos. Nie będę miała domu. Takiego ze stołem i krzesłami. Ze słoneczną kuchnią. Z psem i kotem. Na to też nie zasłużyłam. Okazało się, że wszyscy mieli rację. Po tej całej gonitwie okaże się, że nie mam z kim podzielić się wspomnieniami. Nie ma gdzie wracać. Nie tęsknię za miejscem, nie mam stanu ducha, który mogę nazwać domem. Nie mam chyba już nawet duszy. Jestem jałowa. Świat nic ze mnie nie zyskał. Moje życie nic nikomu nie dało. Nie jest już piękne i nie cieszę się nim. Dlatego już na nie zasługuję. Chcę znów przeżyć świt, kiedy mgły podnoszą się nad Beskidami, a ja jadę do pracy w góry. Patrzę na to co mnie otacza i myślę: „Cieszę się, że tu jestem. Tu i teraz. Mam wspaniałe życie.”

Chcę znów być sobą. Chcę cieszyć się światem. Chcę czuć, że żyję i jest coś przede mną. Chcę odnaleźć ten dreszcz emocji towarzyszący każdemu nowemu dniu. Życie jest krótkie. Ale życie bez tego wszystkiego jest bez sensu.

 

Zbliżam się do kresu. Nareszcie. Coraz wyraźniej widzę, jak macha do mnie Cynizm.

18 lis

Nie lubię nocy, kiedy ok. godziny 2 budzę się i mogę rozpoczynać dzień. Kiedy otwieram oczy, przytomna jak nigdy, bez fazy powolnego powrotu do rzeczywistości. Wtedy to myśli mają używanie. Wszystko co się zebrało przez ostatni czas, tłoczy się i woła: ja! teraz ja! teraz ja mam coś do powiedzenia! Myśl, rozkładaj na części, twórz warianty, martw się. Gdy widzę, że nie pokonam ich, zapalam światło i czytam. Aż znów mnie zmorzy sen. Albo nie. Tak było dziś. Przecież najlepiej jest przespać problem, rano wszystko jest łatwiejsze. Co jednak, gdy po obudzeniu rano czujesz się jakbyś wcale nie spała? Po takiej nocy czuję się obita i zdrętwiała. Obojętna. Nie zależy mi na podtrzymaniu kontaktu, dążeniu do zgody, kolejnej wymianie myśli, zdań, które za chwilę nic nie znaczą. Nie mogę przeskoczyć czegoś, nie umiem się podporządkować, nie chcę. Nigdy nie zaakceptuję pewnych ludzi, wydarzeń, rzeczy. Nie chcę ich w moim życiu. Dlatego muszę poddać się, odejść. Nienawidzę się poddawać. Dochodzi do tego, że zaczynam to traktować w kategorii porażki życiowej, wstyd mi, że ciągle jestem w punkcie wyjścia i niczego się nie nauczyłam. Wstyd mi, że osoba, która mogła być moim światem nim nie jest i nie będzie. Mam poczucie straty i smutku. Te uczucia towarzyszą mi ciągle. Jestem smutnym człowiekiem :) Wcześniej, gdy nie mogliśmy się dogadać, gdy walczyliśmy ze sobą, za każdym razem bałam się pustki, tego co mogę stracić, gdy się rozstaniemy. Jakby bycie razem warunkowało możliwość realizacji marzeń i założonych celów. Tak strasznie chciałam móc robić to z kimś ważnym dla mnie, że w pewnym momencie wydawało mi się, że inaczej nie mogę. 

A to gówno prawda :)

Jestem zmęczona. Zmęczona wszystkimi dniami świstaka mojego życia.

Witaj Cynizmie, mój przyjacielu. Może nie będzie lepiej, ale nie będzie żałośnie.

 

Nie dobijaj się
Nie otworzę ci
Całe ciało mam obolałe
Późno przyszedł sen
Przyszedł i był zły
Nie mam siły na zabawę w miłość

Nie, nie, nie
Nie to nie
Mówię nie, gdy myślę nie
Czemu więc czytasz nie
Jakby nie było tak

Hey, Sic!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

moje małe piekło

23 gru

Coś umarło. Pozbyłam się. Jak statek kosmiczny porzucający zbędne zbiorniki na paliwo. Coraz mniej płaczę. Raczej rezygnuję.

Dziś nie miałam najmniejszej ochoty pożegnać go i życzyć mu miłego dnia. Po co komu miły dzień?

Siedzę w łóżku i zastanawiam się co dalej. W zasadzie jeden pomysł już mam. Stare sposoby jednak mogą być najlepsze. Pracować żeby być w górach. Pracować w górach żeby jeździć w inne góry. Żeby życie miało znów smak i zapach. Po co mi ludzie skoro mam góry? Góry nie zostawią mnie, nie zdradzą, nie zmienią zdania, nie zmienią nagle reguł między nami. Mogą dać żółtą kartkę jak się rozswawolę. Jak dadzą czerwoną to i tak już będzie bez znaczenia.Tym bardziej, że i teraz niewiele rzeczy jeszcze je ma.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

wszystko robisz źle

15 wrz

Chyba osiągnęłam jakieś dno emocjonalne. Tak bardzo chcę to wszystko ogarnąć i uporządkować i żeby było normalnie, że nie wychodzi mi to wcale. Doszło już do ekstremalnej w moim przypadku sytuacji, że nie mogę jeść. Nie mam apetytu, wiem że powinnam zjeść, ale nie mogę się przemóc. Jak nie zjem, boli mnie żołądek.  A nie mogę jeść, więc boli. Czuję się zaszczuta. Smutna. Coraz bardziej mam poczucie, że przestaję być sobą. Mądrzy ludzie, którzy nigdy się nie przyznają,że mnie kochają;), radzą mi się dopasować. Każda komórka mojego ciała krzyczy: NIE!!!!! to nie jesteś Ty! Zawsze kroczyłaś swoją ścieżką, a teraz, co prawda, nie bez walki, poddajesz się wpływom. Robisz to co wypada, a nie to co uważasz za słuszne. Mam taką chujową alternatywę, że mój upór zabierze mi to coś co się rodzi. W wielkich bólach. Poddanie się za to może doprowadzić do katastrofy. I tak jestem nieszczęśliwa. Można być bardziej lub mniej nieszczęśliwym?  Czy to tak jak z miłością. Nie da się kochać trochę. Albo się kocha albo nie. Zgłosiłam się po pomoc. Jak na razie to mnie chyba bardziej rozwala niż pomaga. Jestem wręcz zła na mojego terapeutę. Sprawia, że wypowiadam na głos rzeczy, które wypowiedziane docierają do mnie. Przerażają mnie. Mam poczucie, że wszystko stracę. Jeśli wcześniej nie stracę siebie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook