RSS
 

Notki z tagiem ‘pogoda’

nie ma złej pogody – jest tylko nieodpowiednie wyposażenie

05 sty

Kolejny raz przyszła zima. Tym razem w nocy, tak jak lubię. Nie patrzysz jak próbuje się przebić przez szarość dnia, tylko obejmuje świat w panowanie pod osłoną mroku. Niech wali śniegiem. Niech mrozi. Wtedy wszystko dookoła jest bardziej do przyjęcia, bo wydaje się czystsze niż jest w rzeczywistości. Jak my, ciągle wybielający się kłamcy chcący dobrze, a wychodzi jak zawsze. Generalnie lubię brzydką pogodę. Bo może być wymówką. Może też być dodatkowym czynnikiem. Wspaniałe jest, oczywiście, uczucie pieszczoty promieni słońca na twarzy lub delikatny wietrzyk owiewający cię w gorący dzień, gdy wędrujesz na grani, ale wspaniałe są też potężne uderzenia halnego, gdy wiesz, że to już, już za chwilę. Zapierasz się nogami (a czasem i rękami) i przyjmujesz całą tą moc na siebie. Wtedy też wspaniale można sobie pokrzyczeć, bo twój wrzask ginie w huku wiatru. Wspaniała jest też śnieżyca. Płatki uderzające w twarz, zatykające usta. Wydaje się, że zaraz się udusisz… i wiatr się zmienia. Wszystko dookoła wiruje. Jak w głowie. I wchodzisz w las i wszystko nagle się uspokaja. Nad głową tylko czubki drzew odczyniają swój chocholi taniec. I szumią, trą pniami o siebie i trzeszczą. Czasem w życiu też tak się dzieje. Podobno nawet w czasie najgorszego sztormu można niespodziewanie trafić na spokojną przystań.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

MOJE PIERWSZE 5000 m.n.p.m

05 sty

Pobudka o 4:00. 4:30 śniadanie i wyjazd z Pablem,papagayowym  kierowcą i przewodnikiem Joaquin’em. Droga króciutka – wyrzucają nas o wschodzie słońca w parku narodowym Illinzas na wysokości ok. 3900 m.n.p.m. Chmury są pod nami i widoki pojawiające się dookoła: Corazon 4790 m.n.p.m., Cotopaxi 5897 m.n.p.m. z chmurzaną czapą oraz obie Illinizie ( Sud 5284m.n.p.m. i Norte 5125 m.n.p.m., ta nasza) są powalające.

iliniza norte

iliniza norte

iliniza norte

Jest sporo ludzi: nasi Amerykanie i pełen Niemców bus, no i my.

Idzie się super.  Na wysokości 4700 m.n.p.m. docieramy do schroniska o pięknej nazwie Nowe Horyzonty.  Przestronne bivacco z kuchnią, łazienką,  kibelkiem oraz lisem kręcącym się w otoczeniu.  Stamtąd już tylko kawałek na przełęcz.  Od przełęczy,  gdzie zaczynamy wchodzić w chmury, dopada nas wiatr. Tak porywisty i niosący ze sobą piasek jak peeling,  że szybko zakładamy kurtki i okulary.  Spotykamy po raz pierwszy wspinaczy, bo w końcu jest gdzie ;) Kawałek dalej,  na grani, nasz guide decyduje się na związanie nas liną. Śmiejemy się do siebie,  ale posłusznie poddajemy decyzjom przewodnika, w końcu jest w pracy i bardzo się stara. Na lotnej idziemy już na szczyt.  Po drodze odtrąbiamy mój rekord wysokości i pierwsze 5000 m.n.p.m.!!!! Juhu!:)^÷^ Łatwa wspinaczka w super urzeźbionym terenie i osiągamy 5125 m.n.p.m★★★★★ szczyt Illiniza Norte. Na szczycie piździawa i widoczność prawie zerowa. Pięknie :)

iliniza norte

 

Powrót jest tak szybki (zjazdy w piachu jak na nartach), że zaczyna mnie boleć głowa i robi mi się niedobrze,  ale gdy docieramy do strefy roślinnej, okazuje się, że nasz guide zna się na roślinkach. Zejście więc się wydłuża, bo co chwilę wynajduje coś nowego o czym nam opowiada. Dzięki temu mam jakieś 50 zdjęć więcej, a nazw pamiętam może z 10? Wracamy zakurzeni, umorusani, ale szczęśliwi.

iliniza norte

Dziś dzień odpoczynku.  Pijemy kawę na tarasie, słuchamy Trójki (tak, tak;) i dopieszczamy psy.

iliniza norte

Popaduje trochę,  a obok mnie na trawniku pasie się krowa.

iliniza norte

Taka sielanka, aż rzygać się chce.

Jutro wyruszamy do schroniska pod Cotopaxi, a o północy atakujemy szczyt. No może na tej wysokości atak może być z deko powolny, ale mam nadzieję,  że skuteczny. Trzymajcie kciuki!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii EKWADOR, wszystkie wpisy

 

home alone

16 lip

Tak dawno nie byłam sama w domu (ostatnio to R. jest samym sobie pozostawiany), że zapomniałam ile wtedy ma się czasu. I jest nudno. Wczoraj wyprałam wykładzinę, żabę (kanapa), pojechałam do kolegi coby mi pogrzebał w telefonie (okazało się, że było to prozaiczne i szybkie) i jeszcze mi czas na pracę pozostał :).

Dziś obudziłam się o 4:30!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pracuję od 5:00 i w tej chwili czuję się  jakby była 15:00, a nie 8:32….. Trochę mi się w głowie kręci, takie małe otumanionko mnie bierze. Podejrzewam, że bez drzemki poobiedniej się nie obejdzie. 

Ale przede mną cały piękny, słoneczny dzień. Muszę dokupić wiśni na wiśniówkę… tak, znowu lipiec i znowu stawiamy wiśnie. W tym roku po mojemu. Może w końcu po kilku sezonach prób i błędów uda mi się to co wyszło mi za pierwszym razem: smak + moc. Bo ostatnio to nam wychodzi tylko słodycz + trochę mocy :).

Kość ogonowa nadal boli, zwłaszcza jak zasiedzę się przy kompie, ale na szczęście biegać, skakać, pływać i chodzić mogę. O chodzeniu niech zaświadczy niedzielne wyjście na Niżne Rysy przez Dolinę Ciężką (przepiękna, z wodospadami i monumentalnym Gankiem). 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

im dalej w las tym więcej drzew….

27 lip

Ostatnio chodzę wkurzona i mam tyle energii, że chyba zostawiam świecące ślady…miałam pożytkować tą energię w górach, ale pogoda się posrała – ci co narzekali na upały niech się gonią! Siedzenie w domu, gdy jest mało pracy jest bardzo niezdrowe – prowadzi do frustracji i uczucia, że nie starasz się, nie gonisz i że do niczego się nie nadajesz…Na szczęście pogoda się ma poprawić (wczoraj wieczorem była śliczna burza:) i od niedzieli mam nadzieję na hasanie po górkach…. a później też na hasanie i to prawie miesiąc….

Ale nie o tym miało być – za każdym razem gdy już wydaje mi się, że nic mnie nie może bardziej zaskoczyć jeśli chodzi o moją rodzinę, dzieje się zupełnie odwrotnie. Moja rodzicielka znów sobie życie układa, a ja już czuję w sobie dziki opór przed jakimikolwiek próbami nawiązania kontaktu. Wszyscy, którzy wiedzą i znają moją opinię na ten temat, przekonują mnie, że się bezpodstawnie czepiam, że każdy boi się samotności i takie tam… Każdy sobie pracuje na to czy w życiu jest samotny czy ma przyjaciół, znajomych i jacy są ci znajomi – jak się odcinasz to nie narzekaj, że jesteś odcięty! Miałam kiedyś kolegę, który tak bardzo chciał mieć dziewczynę, że w pewnym momencie wystarczyło, że któraś się do niego uśmiechnęła i już był zakochany… Cała ta sytuacja zaczyna mi przypominać zachowania małolatów – nie wydaje mi się że starszej pani to przystoi. Poza tym mnie i nie tylko mnie okłamuje – przecież i tak się dowiem. Ja jak nie chcę czegoś mówić to nie mówię, a nie ściemniam – po co mam ją odwiedzać? żeby mnie karmiła wyssanymi z palca opowiastkami, a potem była zdziwiona, że jestem zła? A kiedyś było tak … inaczej?….

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook