RSS
 

Notki z tagiem ‘wiatr’

nie ma złej pogody – jest tylko nieodpowiednie wyposażenie

05 sty

Kolejny raz przyszła zima. Tym razem w nocy, tak jak lubię. Nie patrzysz jak próbuje się przebić przez szarość dnia, tylko obejmuje świat w panowanie pod osłoną mroku. Niech wali śniegiem. Niech mrozi. Wtedy wszystko dookoła jest bardziej do przyjęcia, bo wydaje się czystsze niż jest w rzeczywistości. Jak my, ciągle wybielający się kłamcy chcący dobrze, a wychodzi jak zawsze. Generalnie lubię brzydką pogodę. Bo może być wymówką. Może też być dodatkowym czynnikiem. Wspaniałe jest, oczywiście, uczucie pieszczoty promieni słońca na twarzy lub delikatny wietrzyk owiewający cię w gorący dzień, gdy wędrujesz na grani, ale wspaniałe są też potężne uderzenia halnego, gdy wiesz, że to już, już za chwilę. Zapierasz się nogami (a czasem i rękami) i przyjmujesz całą tą moc na siebie. Wtedy też wspaniale można sobie pokrzyczeć, bo twój wrzask ginie w huku wiatru. Wspaniała jest też śnieżyca. Płatki uderzające w twarz, zatykające usta. Wydaje się, że zaraz się udusisz… i wiatr się zmienia. Wszystko dookoła wiruje. Jak w głowie. I wchodzisz w las i wszystko nagle się uspokaja. Nad głową tylko czubki drzew odczyniają swój chocholi taniec. I szumią, trą pniami o siebie i trzeszczą. Czasem w życiu też tak się dzieje. Podobno nawet w czasie najgorszego sztormu można niespodziewanie trafić na spokojną przystań.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

COTOPAXI 5897 m.n.p.m. !!!!!!!!!!!!!!:):):):):):):)

16 sty
cotopaxi

 

COTOPAXI 5897 m.n.p.m zdobyliśmy około godziny 7 rano w dniu 14 stycznia. Tym samym pobiłam swój rekord wysokości.  

cotopaxi

 

Szczyt ten, natomiast, dołączył do grona szczytów, na które powinnam wyjść raz jeszcze z powodu braku jakiejkolwiek widoczności ;).

cotopaxi

 

Wyjście zaczęło się około godziny 0:00, szczyt od godzin popołudniowych do przynajmniej 3-4 rano, widać było rewelacyjnie. Wiało rekordowo, kilka razy czułam jak wiatr mnie przewraca, znaczy próbuje. Największym problemem tego wiatru, a raczej naszym, a już zupełnie moim,  było zimno, które wciskał mi do płuc, pod kaptur, w rękawiczki i do butów.  Jak zaczęliśmy mozolnie piąć się ku kopule szczytowej,  wiatr przywiał chmury i tak zostało do momentu, gdy zjeżdżaliśmy autem do granic paku narodowego. Wtedy to już mnie nie interesowało,  czy go widać czy nie.  

Nie będę opisywać każdego kroku i problemów z oddychaniem, bo dla tych co wiedzą, to nuda,  tego typu opowieści można naczytać się i nasłuchać przy każdej okazji.  Natomiast ci, którzy nie wiedzą i tak nie zrozumieją.

cotopaxi

 

Grunt, że nawet nie przeszło mi przez myśl,  że mogę odtrąbić odwrót. Nie było powodu: bo czy powodem do rezygnacji miałby być porywisty, wiejący od momentu wyjścia ze schroniska wiatr, rosnące zmęczenie,  powyżej 5600 łapanie powietrza jak ryba wyrzucona na brzeg czy 3 miesiące temu złamana noga??? :) Na szczycie chwila nadziei na rozwianie chmur, bo jakieś majaki słoneczne się pokazały, ale NIE. Zero kaldery.

cotopaxi

 

To jednak można znaleźć w internecie.  

Na własność mam satysfakcję,  mocne przeżycie, radość i świadomość,  że w przyszłości mam realne szanse na więcej.  

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii EKWADOR, wszystkie wpisy

 

MOJE PIERWSZE 5000 m.n.p.m

05 sty

Pobudka o 4:00. 4:30 śniadanie i wyjazd z Pablem,papagayowym  kierowcą i przewodnikiem Joaquin’em. Droga króciutka – wyrzucają nas o wschodzie słońca w parku narodowym Illinzas na wysokości ok. 3900 m.n.p.m. Chmury są pod nami i widoki pojawiające się dookoła: Corazon 4790 m.n.p.m., Cotopaxi 5897 m.n.p.m. z chmurzaną czapą oraz obie Illinizie ( Sud 5284m.n.p.m. i Norte 5125 m.n.p.m., ta nasza) są powalające.

iliniza norte

iliniza norte

iliniza norte

Jest sporo ludzi: nasi Amerykanie i pełen Niemców bus, no i my.

Idzie się super.  Na wysokości 4700 m.n.p.m. docieramy do schroniska o pięknej nazwie Nowe Horyzonty.  Przestronne bivacco z kuchnią, łazienką,  kibelkiem oraz lisem kręcącym się w otoczeniu.  Stamtąd już tylko kawałek na przełęcz.  Od przełęczy,  gdzie zaczynamy wchodzić w chmury, dopada nas wiatr. Tak porywisty i niosący ze sobą piasek jak peeling,  że szybko zakładamy kurtki i okulary.  Spotykamy po raz pierwszy wspinaczy, bo w końcu jest gdzie ;) Kawałek dalej,  na grani, nasz guide decyduje się na związanie nas liną. Śmiejemy się do siebie,  ale posłusznie poddajemy decyzjom przewodnika, w końcu jest w pracy i bardzo się stara. Na lotnej idziemy już na szczyt.  Po drodze odtrąbiamy mój rekord wysokości i pierwsze 5000 m.n.p.m.!!!! Juhu!:)^÷^ Łatwa wspinaczka w super urzeźbionym terenie i osiągamy 5125 m.n.p.m★★★★★ szczyt Illiniza Norte. Na szczycie piździawa i widoczność prawie zerowa. Pięknie :)

iliniza norte

 

Powrót jest tak szybki (zjazdy w piachu jak na nartach), że zaczyna mnie boleć głowa i robi mi się niedobrze,  ale gdy docieramy do strefy roślinnej, okazuje się, że nasz guide zna się na roślinkach. Zejście więc się wydłuża, bo co chwilę wynajduje coś nowego o czym nam opowiada. Dzięki temu mam jakieś 50 zdjęć więcej, a nazw pamiętam może z 10? Wracamy zakurzeni, umorusani, ale szczęśliwi.

iliniza norte

Dziś dzień odpoczynku.  Pijemy kawę na tarasie, słuchamy Trójki (tak, tak;) i dopieszczamy psy.

iliniza norte

Popaduje trochę,  a obok mnie na trawniku pasie się krowa.

iliniza norte

Taka sielanka, aż rzygać się chce.

Jutro wyruszamy do schroniska pod Cotopaxi, a o północy atakujemy szczyt. No może na tej wysokości atak może być z deko powolny, ale mam nadzieję,  że skuteczny. Trzymajcie kciuki!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii EKWADOR, wszystkie wpisy

 

Rucu Pichincha 4696 m.n.p.m

01 sty

30 grudnia byliśmy na pobliskim wulkanie Pichincha,  który ma wysokość 4696 m.n.p.m. zdobyliśmy jego wierzchołek zwany w języku Keczua „Rucu”, znaczy Staruszek. Jest drugi wierzchołek zwany Guagua, czyli Dziecko i ma wysokość 4784 m.n.p.m. , ale szczerze mówiąc nie narzucało się blisko nic wyższego,  na co można by wejść; ). Poważnie to wokół w odległości do 2-3 godzin jest jeszcze przynajmniej kilka szczytów,  o które można by się pokusić i pewnie wśród nich także jest „dziecina” :).

rucu pichincha

 

Wejście na Pichinchę jest świetną aklimatyzacją przed dalszą działalnością: nie dość,  że dostęp już łatwiejszy być nie może-wyjeżdża się na prawie 4000 m. kolejką Teleferiq za 8, 5 $ w obie strony,  to wyjście jest łatwe i przyjemne.  

rucu pichincha

Nie spodziewałam się,  że mam tak dobrą aklimatyzację. Jedynymi objawami były zawroty głowy gdy np. za szybko wstałam (siedzieliśmy na szczycie ponad 30 minut), a powyżej 4500 m. odezwała się przemarznięta lewa strona ust ( jakby mi lidokainę wstrzyknęli) oraz wszystkie palce, a raczej ich końce, trochę bolały, zwłaszcza jak w czasie zejścia mocniej zaczęło wiać. Ogólnie pogoda była super- wietrznie, ale w miarę ciepło,  natomiast byliśmy zdziwieni brakiem tych sławnych popołudniowych burz, oczywiście bardzo pozytywnie zdziwieni i niech tak dalej będzie!

rucu pichincha

 

Zejście w osuwającym się piachu jest super; podobnie jak w piargach w Dolomitach,  tylko, że ryzyko zwalenia kamieni albo trafienie pod piachem na coś twardego mniejsze. Bałam się,  że nie wyjdę na Pichinchę, tak po prostu.  Albo, że będzie rzeźnia wysokościowa jak na Blancu. Pewnie łatwiej jest wyjść na szczyt bez tego całego majdanu zimowego i napięcia, że trzeba zrobić to szybko, bo później szczeliny się pootwierają, ale wysokość jest wysokość.

rucu pichincha

 

Jesteśmy w każdym razie zadowoleni.  R. nawet już praktycznie bez kuli, tylko o kijkach. ★★★¡:)

Od 30 grudnia mieszkańcy Quito zaczęli żegnać stary rok. Imprezy trwały w najlepsze. O tym po co te wszystkie kukły, maski i peruki napiszę w kolejnym poście.

W każdym razie witamy w Nowym Roku♥

 

rucu pichincha
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii EKWADOR, wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook