RSS
 

Notki z tagiem ‘wiosna’

zwariować na wiosnę

12 mar

Bije mi w głowę, starzeję się – to jest jedyne wytłumaczenie – staję starą czepialską babą, która się…czepia. Żeby jeszcze było o co. Więc się czepiam o głupoty. Spędzam prawie cały czas przed komputerem. Stawy w dłoniach bolą mnie od klepania i klikania. Nawet już mi się grać nie chce i czeka na mnie od prawie roku nowa gra..to znaczy już jest stara, ale dla mnie będzie nowa, jak w końcu się do niej zabiorę. Chyba na jesień, jak nikt się nie połamie. Hahaha Taki żarcik. Uwielbiam to, że wiosna i te sprawy. Bo mogę sobie wybaczyć, patrząc na te wszystkie ptaszki i listki, że drugi sezon zimowy,a ja nic. Noooo, okazało się, że ze mnie dupa, nie narciarz, ale przynajmniej padać z Kasprowego umiem. Na łeb, na dupę, na kolana. Na kasku piękną szramę mam po narcie. Własnej. No i kolano mi siadło po kolizji z kosówką. Ale taka jazda mi się podoba, szarżujesz, szczeniaku, aż miło, albo nie miło, jak pierdolniesz. Chociaż tak szybko się to dzieje, że ból odczuwasz dopiero wieczorem :D.                                                    Za tydzień mam swoją prelekcję o Cotopaxi i chyba zaczynam żałować, że się zgodziłam, bo zaczyna do mnie docierać, że ja przecież opowiadać nie umiem i jestem zmęczona i krościata jak nastolatek, co mu się hormony burzą i tylko o bzykaniu myśli. Znaczy nastolatek, nie ja. Ja w sumie też, ale nie z taką determinacją…. Łóżko to mnie woła, ale żeby się do podusi i kołderki przytulić. Ech.. za plecami mi siedzi i kusi.  Ja to jak ci erotomani – bajkopisarze -fantaści. No i kolarzy we Włoszech lubię oglądać. Od tyłu.  Jak pod górę jadą i wtedy to im te wszystkie przywodziciele, pośladkowe, zwłaszcza wielkie, biodrowo-piszczelowe przepięknie pod tymi trykotami pracują. Passo Falzarego, zwłaszcza podjazd od strony Cortiny to raj dla  fanek kolarskich mięśni tylnych.Och, rozmarzyłam się…a tutaj tyle roboty jeszcze…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

spieprzaj zimo!

22 mar

przez noc nas zasypało i teraz sobie w domku szykuję się do wyjazdu do Chorwacji – oby do wiosny

keep-caving

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

słomianowdowieństwo zacząć czas

02 kwi

Idzie wiosna, za nią lato i ten kto sądził, że coś operacja zmieni, przystopuje, pozwoli na refleksję to się grubo mylił. Ja się łudziłam tylko troszkę i to tak głęboko w sobie.

No to już od dziś jestem słomianą wdową, tylko nie wiem czy mam prawo do tego określenie nie będąc żoną najpierw. Skoro jednak ten związek ma więcej cech małżeństwa niż miało moje zgodne z prawem małżeństwo, to chyba jednak mogę się tak nazwać…. Zaraz święta, które mam nadzieję, miną szybko i bezboleśnie bo ostatnimi czasy tracę kontakt, tracę możliwość porozumienia – nie te fale, czuję się jak kosmitka, w dodatku zbyt wyluzowana i zbyt często dobrze się bawiąca i nie stroniąca od szatańskiego wynalazku jakim jest alkohol. Wręcz czuję oskarżycielskie spojrzenie przenikające przez słuchawkę telefonu (jeśli spojrzenie może przenikać przez telefon). Ale tak jest. I jak już zaczynam czuć te wibracje to już mi się nie chce gadać. Bo nie interesuje mnie jaki sąsiad jakiemu sąsiadowi zrobił awanturę. I wkurwia mnie gdy ktoś narzeka, że się źle czuje i to od dłuższego czasu, ale do lekarza pójść, zwłaszcza w tej zapierdziałej dziurze to taki problem. Bo trzeba podnieść słuchawkę telefonu i zadzwonić i otworzyć otwór gębowy i wydać głos. Sensowny. Umówić się na wizytę. A potem – to najgorsze- na nią pójść! I to nie w godzinach pracy, tylko KIEDY SIĘ CHCE. Jeżdżę 100 km do pracy. Jeżdżę też mniej kilometrów do pracy. Spędzam godziny przed kompem.Chodzę na włoski. Udzielam się społecznie. Chodzę na aerobik. Żyję. Gotuję. Sprzątam. Od czasu do czasu idę poszaleć w JazzRocku (to te zadatki na alkoholika). Chodzę po górach. Łażę do jaskiń. I w tym natężeniu zadań jak mnie coś boli to znajduję czas na lekarza. A raczej on znajduje czas dla mnie, a ja się dostosowuję. Nie mam czasu na niańczenie siebie i rozczulanie się nad tym, że mnie coś tam zaboli bo chcę ŻYĆ.  A jak boli bardzo to się leczę. Bo chcę ŻYĆ tak jak sobie to wymyśliłam. Do tego trzeba mieć zdrowie końskie. Złamana noga uświadomiła mi jak łatwo można wszystko spieprzyć. Dlatego chodzę do lekarza, biorę masarze na plecy i robię okłady z lodu na kolano.

BO WIEM JAK CHCĘ ŻYĆ – CHCĘ ŻYĆ PO SWOJEMU.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

wiosna panie – czas wypuścić gile z nosa

22 mar

Dwa dni ciepła i co mamy w podsumowaniu? Zapalenie gardła (nie ja) i podejrzenie zapalenia zatok (ja). O ile moje się wyleczy, to to inne zapowiada się na przewlekłą samczą chorobę. Poza tym na nowo odchodzi kuracja kolana – lód+ ketonal dają efekty. Jakie, przekonam się w weekend w Tatrach. Muszę (od)robić kondycję i to jak najszybciej – idzie długi weekend (Francja!), a później lato (Tatry! Alpy!) a później to się zobaczy…..marzy mi się, marzy nam się Ameryka Południowa.
Zabrałam manele i się wyniosłam z ST Zakopane. Mam dosyć licealnej atmosfery, wycierania sobie gęby moim nazwiskiem tylko dlatego, że ośmielam się mieć swoje zdanie i ciągłego zastanawiania się czy to co powiedziałam za chwilę nie pójdzie swoją drogą w miasto przyjmując rożne dziwne formy….Także do widzenia. Sprzęt mamy zakupiony, ekipa ponad podziałami zawsze chętna na akcję, także mogę powiedzieć, że reszta mnie nie obchodzi. No i karta taternika numer 1289:)
W sobotę ambitne plany tatrzańskie – bystro na Bystrą….oby pogoda sprzyjającą była.

Poza tym ubolewam. Bardzo. Że na nartach w tym roku nie jeździłam. Dzięki temu albo przez tą ułomność moją samotną dziewczynką zostałam…dobrą za to koleżanką, kiedy trzeba coś załatwić, wysłać, podpowiedzieć, pomóc…ale na nartach jeździć nie umiejącą i tu jest haczyk, bo przez to diabelnie nieatrakcyjną. Nie lubię być nieatrakcyjna. Nie lubię też doświadczać odrzucenia z powodu moich nieumiejętności. Może też dlatego że własne zdanie mam i umiem powiedzieć co myślę zamiast nieszczerze się ślinić? Nie ważne. Przeżyję to. Zawsze udaje mi się to przeżyć. Moment, gdy staję się nieatrakcyjną bo nie cieszy mnie sztuczne napędzanie znajomych i jednak to góry i jaskinie są ważniejsze niż ci kolesie i koleżaneczki.
Nawet imprezować wolę wśród znanych mi twarzy…dzięki temu potem nie dowiaduję się od nieznanych mi osób, że robię takie rzeczy z takimi ludźmi…a z innymi inne… Sądzenie po pozorach powinno być paszportem do piekła. Za rozsiewanie niesprawdzonych plotek – kara śmierci. Za bezpodstawną (czy aby?) zazdrość….hm……

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook