RSS
 

Notki z tagiem ‘zdrada’

nie mam się

18 wrz

Po zalogowaniu się na kokpicie bloga wyskakuje pytanie „Jak się masz, MałaMi?” Nie mam się wcale, a chciałałabym być kickboxerem. Wtedy przynajmniej mogłabym wyładować swoją niemoc na worku treningowym. I kopać, uderzać, wrzeszczeć.
Bo udawanie, że nic się nie dzieje jakoś mi nie wychodzi.

 

wszystko da się przeżyć?

06 wrz

Po raz któryś doświadczam objawienia:  da się przeżyć. To da się przeżyć i to bez pięknej katastrofy. Pamięć pozostanie, nauczka pozostanie, zgniły robak podejrzliwości pozostanie, ale to dobrze. Bo gdyby nie, to by znaczyło, że nauka poszła w las. Wina w większości przypadków leży po środku, w naszym przypadku było to wygodnictwo, zaniechanie i idiotyczna pewność, że czas spędzony razem jest gwarantem trwałości. Wydawało się, że to wszystko załatwia i nie trzeba już rozmawiać i się starać, bo jakoś to będzie. Jakoś takoś. Czyli byle jak z tendencją spadkową. Okazuje się, że nie da się być w byle jakim związku i oczekiwać, że się sam naprawi. To tak jak położyć się na kobiecie i czekać na trzęsienie ziemi. Może i się zdarzy, ale może się okazać, że po trzęsieniu zniszczenia są większe, niż się zakładało. Pozostaje więc oklepana i najtrudniejsza rozmowa, przy założeniu, że jesteśmy szczerzy do bólu. Okazuje się też, że wraz z wiekiem, nie jestem aż tak podatna na zranienie i nawet rycząc mogę rozmawiać racjonalnie, bez zbędnych oskarżeń, a zarzuty są konkretne. Później oczywiście nie mogę się powstrzymać od docinków i przypominania w każdym dowolnym momencie, że jednak pamiętam i nie zamierzam tak szybko zapomnieć? wybaczyć? – co to, to nie, może kiedyś. Zauważyłam też, że uszczypliwość też ma swoje granice. Nudzi się po prostu. Ile można robić aluzje i czynić złośliwości. Zamiast to robić, dużo lepiej jest zacząć odbudowywać to co się zniszczyło, tym bardziej, że wola jest obopólna. Poza tym to męczy. Rozpamiętywanie, wyobrażanie sobie, analizowanie (oczywiście wszystko to mam już opanowane do perfekcji i jeśli przyjdzie kiedykolwiek do konfrontacji, mam zasób większości wykrętów, kłamstw, oszustw, prób zbywania jakimi byłam karmiona przez ten czas – mogę je przytoczyć w każdej chwili) bardzo wyczerpuje. Najbardziej boli skopana dupa, zniszczone poczucie bezpieczeństwa i miłość własna. Bo to co myślimy o naszym związku często mija się z rzeczywistością, a naprawianie to strasznie wyczerpujący i długi proces. Zwłaszcza jak jest się upartym. Albo w najmniej nieodpowiednich momentach do głowy przychodzą najbardziej destrukcyjne myśli i cały misternie zbudowany proces naprawy w najbardziej optymistycznej wersji jest uszczerbiony. Czasem czuję, że go zaczynam nienawidzić, nie mam już empatii, zrozumienia, uczuć pozytywnych i wtedy najbardziej mam ochotę go ranić, kopać, obrażać. Czasem mi to wszystko zwisa. Czasem przelatuje mi przez głowę jak mały obłoczek na niebie myśl, że damy radę. Może tak, może nie, może pff, a kto to wie… jakby powiedział klasyk.

 

Prognozy są bardzo trudne, szczególnie w odniesieniu do przyszłości.(W.Allen)

27 sie

Podobno góry zbliżają ludzi. Nie obejrzysz się, a ktoś się zbliża. Do kogoś. Czasem wynika z tego coś dobrego dla wszystkich. Czasem jednak nie.  Czasem niesie to ze sobą zniszczenie. Zdrowia fizycznego, psychiki, straty materialne i moralne. Kłamstwa i perfidię. Brak zaufania. Mściwość. Ale nie żal. „Żal”? To zjebane słowo. jak powiedział James Hetfield. Brak mi słów, które mogłabym poskładać w zdania. Zdania, które pokażą co naprawdę dzieje się w mojej głowie. Owce wrzeszczą. Nie chcą się zamknąć. Włączyłam głośno muzykę, ale nie zagłusza. Czają się pod czaszką, wwiercają w zwoje i wrzeszczą. Mam potrzebę użycia przemocy werbalnej, ale także mam świadomość z bezcelowości takich działań. Mam potrzebę konfrontacji. Takiej twarzą w twarz z pięknym tekstem A. Sheperd z Chirurgów, z końca ostatniego odcinka sezonu 1. Kto oglądał wie, kto nie oglądał, niech sobie obejrzy. Chcę się wyrzygać, a po tej czynności powiedzieć: mam to za sobą. Lub przed sobą. Nie chcę zgorzknieć ani stać się błagającą o litość, zamęczającą swoimi problemami innych, słabą, płaczliwą babą. Najgorsze, że przenosi mi się to na zdrowie fizyczne. Permanentny ból pleców i żołądka. Ta całą pierdolona sytuacja doprowadziła do tego, że perspektywa górska mnie nie pociesza. Na szczęście jestem bardziej wkurwiona niż załamana. Bo mam swoje szaleństwo, a w szaleństwie jest metoda. 

 

niewiedza nie jest rozkoszą

25 sie

Jakiś czas temu, idąc na wycieczce w górach, powiedziałam, że jestem w najlepszym związku swojego życia. Szczerze w to wierzyłam, nawet już wtedy – mając w głowie głosy, mówiące mi, że jest coś nie tak. Wrzeszczące. Otwierałam oczy w środku nocy, a owce w moje głowie krzyczały. Potrafiłam je racjonalnie w mniejszym lub większym stopniu uciszyć. Teraz już nie muszą wrzeszczeć, wystarczy, że chichoczą z satysfakcją. Bo wyparcie nic nie da, tłumaczenie sobie nic nie da. Wmawianie sobie, że da się to przeczekać też nic nie da. Nie da się. Zwłaszcza w tej chwili, gdy mam pewność i nic już nie zatrzyma myślenia. Wracam i analizuję, porównuję, przypominam sobie każdy moment, kiedy zbywał moje pytania, nawet te wprost. Dokładnie pamiętam moment, kiedy zmieniły się reguły rządzące naszym związkiem od 7 lat. Była to dla mnie tak niezrozumiała sytuacja, że nie potrafiłam sama dla siebie zdefiniować co się dzieje. Wiedziałam, że kiedyś może się to zdarzyć. Wyobrażałam sobie to jako skok w bok, przygodę na jedną noc czy co tam podobnego. Natomiast nigdy nie spodziewałam się TAK cynicznego gracza. Takiego okłamywania. Nie dotarło to jeszcze do mnie całkowicie. Nie wiem co mam zrobić – w obecnej chwili nie wiem. Nawet pisać jest mi ciężko, składać zdania. W żołądku mam lodową kulę, która waży chyba tonę. Jest mi zimno. Nie śpię od 3:30. 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii ...but I die hard

 
 

  • RSS
  • Facebook