RSS
 

Notki z tagiem ‘zmeczenie’

lenistwo lenistwo lenistwo i bolące plecy

23 wrz

Czekam jeszcze tylko na kuriera i zabieram się do jakiegoś parku. Chyba mam przesyt pracy. Muszę odpocząć.Albo zapisać się do biblioteki. Albo komuś pomóc. Tak bezinteresownie. Z potrzeby serca.

Panów mi brakuje, ich towarzystwa wieczorami, przy zmęczeniu, przy poczuciu beznadziejności tego co dają w tv.

 

Brakuje mi też mojego końskiego zdrowia. Ciągle coś szwankuje. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Dookoła pustka, a ja rozglądam się i zastanawiam gdzie się wszyscy podziali. A przecież to ja zniknęłam. Zgłosiłam się po pomoc. Ciekawe czy zdąży. Czy zdąży uratować mnie, jego, nas. Cofnęłam się emocjonalnie w rozwoju. Nie wiem czy się tak da, ale tak właśnie się czuję. Ataki niepohamowanego płaczu, które przychodzą kiedy chcą, z najbardziej błahego powodu,  zostawiają mnie wyczerpaną, z bolącą głową i piekącymi oczami. Powodują, że on ma mnie za nienormalną. Rzuciłam ostatnio kieliszkiem do wina, bo to było racjonalniejsze niż uderzenie głową w ścianę, a tego pragnął mój udręczony umysł. Żeby zapadła ciemność. Żeby zniknęło poczucie pustki i ból istnienia. Nie wiedzę mojego sensu, nie odnajduję go. Też znikł, ale wiem, że był. Że gdzieś się chowa. Bardzo skutecznie. Nie chcę nawet myśleć co będzie jeśli go nie odnajdę. Więc muszę się śpieszyć. Jak co dzień. Jak zawsze.

I nie jestem aspołeczna. Nienawidzę, gdy ktoś wiedząc, że jestem w potrzebie, próbuje, dając pomoc, usidlić, kontrolować, manipulować.  Na to nigdy się nie zgodzę. Nawet w najgorszym stanie psychicznym. Mój radar jest niezawodny.

 

„na co to wszystko po co to i komu?” part 2.

26 cze

Jestem pełna ambiwalentnych uczuć, nie umiem się sama określić. Męczy mnie sytuacja, w której egzystuję. Ataki, oskarżenia – Twoja praca powoduje, że stracisz wszystko do czego dążyłeś przez połowę życia (to ja); ciągle Ciebie nie ma, wyjeżdżasz sobie i masz wszystko w dupie (to on). Wszystko sprowadza się do tego, że dzień nie ma 48 godzin, on sił jak Hulk, ja nie chcę żeby moje życie wyglądało tak samo, a jednocześnie są pewne sprawy, których nie chcę zmieniać. Brakuje mi gór, spontanicznych wyjazdów, moich znajomych. Założyłam firmę  i chcę żeby to wypaliło. Chcę mieć satysfakcję, że w końcu robię coś sama dla siebie. Wiąże się to z wydatkami, obowiązkami innymi niż do tej pory, szukaniem dodatkowych zajęć. Szybszym życiem. ?Jeszcze szybszym niż dotychczas i jakoś mi to nie przeszkadza. W związku z tym potrzebuję mieć przy sobie wsparcie. Obowiązkowego faceta, który da mi przykład. Będziemy się wspierać i motywować nawzajem do wysiłku. Będziemy tworzyć coś co ma przyszłość. Pracować. Żyć razem. Pomagać sobie. Wspierać. Śmiać się. Kłócić. Dyskutować. Kochać? Jak do tej pory przerzucamy się oskarżeniami. Jak dzieci. Ja robię to, a ja to. Ja jestem bardziej zajęta, a ja bardziej zmęczony. Ty mnie nie widzisz, a Ty masz schizy bo nie chcesz powtórki ze swojego poprzedniego związku. 

Każdy dzień taki sam. Myli mi się czy to poniedziałek czy czwartek. Bo nie ma spotkań czwartkowych. Chodzę na siłownię, ale po co mi silne, wyrzeźbione ciało, jeśli nie mam gdzie go wypróbować? Jak do tej pory mam tylko kontuzję karku i ból w plecach, ale i tak jest to pikuś przy zmęczeniu jaki odczuwa mój partner. Taki kurwa ból istnienia.

Mam bardzo złe przeczucia.

I czuję jakby to było z 20 lat temu….:

 

zmęczonaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

17 lip

Mam ochotę wrzeszczeć, mimo, że zmęczona jestem okropnie. Tak zmęczona, że przestałam odbierać telefony wieczorem, bo nie chce mi się gadać. Zaniedbuję swoje sprawy i sprawy firmy (inne oczywiście niż to zlecenie, które teraz wykonuję…). Boli mnie każdy mięsień, a wyjście na słońce przy odstrasza. Opalony kark boli, a wczoraj pogryzły mnie takie wielkie muszyska. Mam jakiegoś podejrzanego sińca na palcu serdecznym lewej ręki. Nieźle musiałam gdzieś wygrzać. 

Przed chwilą puścili w Trójce Proletaryat, Czarne Szeregi…. kiedy to było?….liceum i czadowe wakacje nad jeziorami, z ekipą i pierwsze eksperymenty łączące sex i marihuanę. Ale byłam zakochana :) nie w maryśce, of coz. W facecie od eksperymentów…. 

To taka dygresja.

Dziś rano okazało się, że kawa wyszła, więc zamiast porannego podwójnego espresso, piję inną kawę, z ekspresu i jakoś jej mało. Na szczęście ma moc. Przynajmniej tak myślę. I trochę już czuję. Nigdy jeszcze nie miałam tak wielkiej ochoty urwać się z roboty i zostać w domu, w łóżku. Tym bardziej,że mam nową książkę S.Kinga. Czytanie książek tego pana wciąga. Bardzo.

Dobra, czas się zbierać. Kolejny dzień orki – ale jak zawsze – pamiętam po co to. Przynajmniej próbuję pamiętać. Zamknę oczy i pomyślę – jeszcze tylko klika miesięcy i czeka mnie kilka tygodni w górach :)….

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 

zwariować na wiosnę

12 mar

Bije mi w głowę, starzeję się – to jest jedyne wytłumaczenie – staję starą czepialską babą, która się…czepia. Żeby jeszcze było o co. Więc się czepiam o głupoty. Spędzam prawie cały czas przed komputerem. Stawy w dłoniach bolą mnie od klepania i klikania. Nawet już mi się grać nie chce i czeka na mnie od prawie roku nowa gra..to znaczy już jest stara, ale dla mnie będzie nowa, jak w końcu się do niej zabiorę. Chyba na jesień, jak nikt się nie połamie. Hahaha Taki żarcik. Uwielbiam to, że wiosna i te sprawy. Bo mogę sobie wybaczyć, patrząc na te wszystkie ptaszki i listki, że drugi sezon zimowy,a ja nic. Noooo, okazało się, że ze mnie dupa, nie narciarz, ale przynajmniej padać z Kasprowego umiem. Na łeb, na dupę, na kolana. Na kasku piękną szramę mam po narcie. Własnej. No i kolano mi siadło po kolizji z kosówką. Ale taka jazda mi się podoba, szarżujesz, szczeniaku, aż miło, albo nie miło, jak pierdolniesz. Chociaż tak szybko się to dzieje, że ból odczuwasz dopiero wieczorem :D.                                                    Za tydzień mam swoją prelekcję o Cotopaxi i chyba zaczynam żałować, że się zgodziłam, bo zaczyna do mnie docierać, że ja przecież opowiadać nie umiem i jestem zmęczona i krościata jak nastolatek, co mu się hormony burzą i tylko o bzykaniu myśli. Znaczy nastolatek, nie ja. Ja w sumie też, ale nie z taką determinacją…. Łóżko to mnie woła, ale żeby się do podusi i kołderki przytulić. Ech.. za plecami mi siedzi i kusi.  Ja to jak ci erotomani – bajkopisarze -fantaści. No i kolarzy we Włoszech lubię oglądać. Od tyłu.  Jak pod górę jadą i wtedy to im te wszystkie przywodziciele, pośladkowe, zwłaszcza wielkie, biodrowo-piszczelowe przepięknie pod tymi trykotami pracują. Passo Falzarego, zwłaszcza podjazd od strony Cortiny to raj dla  fanek kolarskich mięśni tylnych.Och, rozmarzyłam się…a tutaj tyle roboty jeszcze…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook