RSS
 

Notki z tagiem ‘związek’

„na co to wszystko po co to i komu?” part 2.

26 cze

Jestem pełna ambiwalentnych uczuć, nie umiem się sama określić. Męczy mnie sytuacja, w której egzystuję. Ataki, oskarżenia – Twoja praca powoduje, że stracisz wszystko do czego dążyłeś przez połowę życia (to ja); ciągle Ciebie nie ma, wyjeżdżasz sobie i masz wszystko w dupie (to on). Wszystko sprowadza się do tego, że dzień nie ma 48 godzin, on sił jak Hulk, ja nie chcę żeby moje życie wyglądało tak samo, a jednocześnie są pewne sprawy, których nie chcę zmieniać. Brakuje mi gór, spontanicznych wyjazdów, moich znajomych. Założyłam firmę  i chcę żeby to wypaliło. Chcę mieć satysfakcję, że w końcu robię coś sama dla siebie. Wiąże się to z wydatkami, obowiązkami innymi niż do tej pory, szukaniem dodatkowych zajęć. Szybszym życiem. ?Jeszcze szybszym niż dotychczas i jakoś mi to nie przeszkadza. W związku z tym potrzebuję mieć przy sobie wsparcie. Obowiązkowego faceta, który da mi przykład. Będziemy się wspierać i motywować nawzajem do wysiłku. Będziemy tworzyć coś co ma przyszłość. Pracować. Żyć razem. Pomagać sobie. Wspierać. Śmiać się. Kłócić. Dyskutować. Kochać? Jak do tej pory przerzucamy się oskarżeniami. Jak dzieci. Ja robię to, a ja to. Ja jestem bardziej zajęta, a ja bardziej zmęczony. Ty mnie nie widzisz, a Ty masz schizy bo nie chcesz powtórki ze swojego poprzedniego związku. 

Każdy dzień taki sam. Myli mi się czy to poniedziałek czy czwartek. Bo nie ma spotkań czwartkowych. Chodzę na siłownię, ale po co mi silne, wyrzeźbione ciało, jeśli nie mam gdzie go wypróbować? Jak do tej pory mam tylko kontuzję karku i ból w plecach, ale i tak jest to pikuś przy zmęczeniu jaki odczuwa mój partner. Taki kurwa ból istnienia.

Mam bardzo złe przeczucia.

I czuję jakby to było z 20 lat temu….:

 

kiedy zadaniem dnia jest zabanować matkę

24 lut

Wczoraj wysłałam uprzejmie opieprzającego smsa swojej matce za nadmiernie entuzjastyczne udzielanie się na fb. Nie czuję się z tym źle, chociaż zamieściła łzawego posta z tekstem jakiejś piosenki, podejrzewam, w którym informuje cały świat jak to słowa potrafią ranić. Jak na moją matkę przystało, jest to typowe. Bez zastanowienia i z wielkim zaangażowaniem przeholować. Później zamiast powiedzieć wprost co czuje, to walić jakieś aluzje i podteksty. Przez te wszystkie lata niekontrolowaną drogą ewolucji przeszliśmy to takich przedziwnych relacji. Czasem, żeby nią potrząsnąć, mówię coś szokującego, a ona reaguje zawsze tym samym tonem, zawsze tym samym pytaniem. Ostatnio podczas rozmowy, w której powiedziałam jej co się dzieje w moim życiu, bo okazało się, że czas już się ujawnić i tak najważniejszym tematem była moja siostra, a raczej jej córka…. Nic nowego. Najbardziej wkurzyło mnie takie licealne zachowanie – och, to teraz już nie lubimy Twojego ex? No to nie lubimy. Jakby nie miała własnego zdania. Czego się spodziewać po osobie, której relacje z partnerem przypominają  moje związki z liceum. Z resztą powiedziałam jej, że nawet dziecko, w tym przypadku jej wnuczka, wie to co do niej nie dociera od dłuższego czasu – że może jednak to nie ten ?… Samotność jest potworna, ale łatanie pustki za wszelką cenę czasem jest gorsze niż pozostawanie samemu. Poza tym poradzi sobie z tą pustką szybko, bo przecież jest biegłą internetową forumowiczką, co bywa niezwykle krępujące dla jej córek, gdy czytają pełne egzaltacji i patosu komentarze, w których nie ma za grosz ich prawdziwej matki. A może to jest teraz prawdziwa matka? Tylko czyja?

 

zamieszanie i zmęczenie

22 sty

Permanentne uczucie uprawiania sztuki dla sztuki. Nie bezsensu, bo tak tego nazwać nie mogę.  Tylko takie to ulotne, a dookoła pełno sępów, które tylko czekają aż ci się noga powinie i oni to wykorzystają. Wiem, że jakbym była bardziej uporządkowana i systematyczna, miałabym mniej gaszenia pożarów, a więcej działań bazujących na wcześniejszych czynnościach. Coraz częściej łapię się na tym, że myślę o zmianach. Wkurza mnie to, bo wcale tego nie chciałam. Pozwoliłam sobie uwierzyć, że mam moją mała stabilizację. Spokój, czyste myśli, poczucie bezpieczeństwa i trwałości. Jest inaczej. Czasem łapię się na tym, że gdy zbyt długo się czuję spokojna, to zapalają mi się lampki ostrzegawcze i sama szukam czegoś, co potwierdzi mój niepokój. Strasznie to chore. Może jednak zdrowe? Może jednak to prawda, że relacje między kobietą a mężczyzną to ciągła wojna? I wszystkie chwyty dozwolone? I każdy kłamie? Niestety, ale mam coraz większą pewność, że największym błędem jaki możemy popełnić w związku to zaniechanie. Mamy problem? Może jak nie będziemy o tym rozmawiać, a wiadomo – jest to rozmowa nieprzyjemna, kończąca się często kłótnią i wzajemnym obwinianiem, to problem rozwiąże się sam. Jeszcze gorsze jest omawianie tego z osobą trzecią. Zanim spróbuje się w tą właściwą, oczywiście. Nasz związek rodził się w bólach. Niemych bólach. Bałam się rozmawiać, mówić o tym co mnie męczy, zaproponować coś czy o coś poprosić. Później okazało się, że bezpodstawnie. Teraz nie chcę już rozmawiać o tym co mnie męczy, bo  i tak usłyszę kłamstwo. Dlatego ograniczam się do sarkastycznych podtekstów, które mam nadzieję, w końcu doprowadzą do rozmowy, a może do kłótni. A może do zniszczenia wszechświata. Czasem też jest mi tak strasznie żal,  że serce mnie boli i tylko całą moją siłą woli powstrzymuję się, żeby nie odwalić jakiejś poniżającej, żałosnej sceny. Mamy za sobą płacz, prośby, groźby, ultimatum, racjonalizm i ciosy poniżej pasa. W końcu przecież to wojna, a ja chyba jednak z bardziej z Marsa niż z Wenus jestem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii ...but I die hard

 

Touran, Mustaine i zboczony typ (osoby wrażliwe lepiej niech tego nie czytają)

22 lis

Od powrotu moje dni wyglądają tak: 

- 6:00 pobudka

- 6:10 jeszcze nie wstałam?… już wstaję… 

- 6:15 no dobra, już wstaję…

- kawa

- jeszcze chwilę -kawa…

- ok. 8:00 wsiadam do auta i tak do 19:00 – 22:00

- powrót do domu, kąpiel, jakaś kolacja, jakieś piwo i kawałek Gilmore Girls, jak mi się oczy zamykają idę do łóżka i zabieram ze sobą Dave’a Mustaine’a.

Niestety, w książce. To co o sobie w niej opowiada jest przerażające i fascynujące. Zastanawiam się nad tym w jaki sposób on przez te wszystkie lata dał radę przetrwać i nie skończyć  śliniąc się w jakimś zakładzie zamkniętym, prowadząc taki destrukcyjny tryb życia. Poza tym ta obsesja na punkcie Metallicy… aż do znudzenia. Broni się facet jednak muzyką i wyglądem… co prawda chętnie bym coś z tą grzywką zrobiła, ale i tak jest niepokojąco pociągający. A że świr… kto z nas nie jest świrem? Tylko jego stać,żeby się z tym nie kryć.

Co poza tym?

Któregoś dnia w tym tygodniu byłam w Przemyślu. To był ostatni przystanek na mojej długiej drodze. W centrum handlowym idę do auta i widzę gościa, który gapi się na mnie. Pada deszcz. Wsiadam do auta i grzebię coś w papierach, włączam gpsa, ogrzewanie i ogólnie przygotowuję się do długiej jazdy do domu. Przed moim autem stoi jakieś inne auto, a obok żółty VW transporter. Odpaliłam silnik, odpaliłam muzę i kątem oka zauważyłam ruch. Patrzę, a koleś, który się wcześniej na mnie gapił,stoi obok tego transportera, gapi się dalej, ale do tej czynności dołączył walenie konia. W pierwszej chwili chciałam wyskoczyć z auta i mu najebać. Dosłownie. Skopać mu tego stojącego kutasa tak, że by mu odpadł. Albo otworzyć okno i krzyknąć: spierdalaj ty jebany zboku! Jak zawsze w takich chwilach, nikogo nie ma w pobliżu. A mnie ogarnęło przerażenie, miałam wrażenie, że jak spojrzę w okno, to on będzie obok i samo jego spojrzenie sprawi, że stanie mi się coś złego. Przeraża mnie przemoc w każdym wydaniu, ale po latach książek S. Kinga i oglądania różnego rodzaju sadystycznych thrillerów mam zrytą psychę. Przeraża mnie myśl o zniewoleniu, bólu, sadyzmie, agresji, strachu. Czym prędzej odjechałam. Nigdy nie udało mi się tak szybko i zgrabnie wycofać Touranem. Gdyby przede mną nie stał ten samochód, to chyba bym tego zboka rozjechała. A tak uciekłam. Po pewnym czasie przyszła mi taka myśl do głowy: „teraz ten obrazek nie jest już taki śmieszny…”

Co poza tym?

Znów był u mnie mój duch.  Obudził mnie siadając na łóżku. Obudził mnie bezpardonowo. Nadal boję się sprawdzić jak wygląda. Jeszcze nie jestem gotowa by się odwrócić. Czyli dwa akty tchórzostwa w jednym tygodniu. Nieładnie. Niechlubnie. Muszę jakoś z tym żyć.

Co poza tym?

Wiesz jak to jest gdy tracisz coś, wymyka Ci się z rąk, a Ty nie potrafisz nad tym procesem zapanować? Za każdym razem gdy otwieram usta by powiedzieć coś normalnym, lekkim tonem bez warczenia i podtekstów, wychodzi mi coś innego. Wolę się nie odzywać. Nieodzywanie też nie jest dobre. Zamknęło się błędne koło. Brakuje mi naszych dowcipnych rozmów wieczornych przez telefon i przy jedzeniu. Nie jemy już razem. Rozmowy telefoniczne są krótkie i lakoniczne. Zarżnęłam resztki mojego związku w czasie pobytu w Nepalu. Złość to jednak potężne narzędzie. Złość i brak dialogu to jak bomba atomowa. Nie ma co zbierać. Pozamiatane.  

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii wszystkie wpisy

 
 

  • RSS
  • Facebook